— A pan myślał, co złodziej? Ha! Ha! Ha!

— Która godzina?

— Co panu po godzinie? Niech pan śpi.

Innym razem, używanie świata wprawiało młodzieńca w takie usposobienie, że przywlekał się osowiały, klnąc pół głosem i zaciskając pięści.

Wtedy biada go było zaczepiać!

Jedno z dwojga — albo milczał jak pień i zapaliwszy lampę przetrząsał kieszenie, jakby dla upewnienia się, że w nich istotnie nic nie ma i dumał nad nimi bezmyślnie po godzinach, albo wpadał w pasję, darł na sobie bieliznę i wymyślał swemu chlebodawcy najordynarniejszymi wyrazami.

A stary kulił się pod kołdrą, siwa głowa trzęsła mu się ze strachu na skórzanej poduszce, a usta powtarzały monotonnie:

— Murciu, Murciulku, upamiętaj się!

Co by to było, gdyby Murciulko nie upamiętawszy się, przyskoczył do niego i złości swojej na jego bezwładnych członkach ulżył? Z pomocą nikt by mu nie nadbiegł — mógłby go zabić jak nic, boć201 wszakże on nie tylko we śnie, ale i w gniewie nie odpowiada za swoje czyny. Tak przynajmniej twierdził nazajutrz po każdej takiej scenie, gdy, uspokojonemu, Skulski poważył się robić jakąś wymówkę.

— W Imię Ojca i Syna! — mówił, żegnając się — Ja panu powiedziałem stary durniu? Ja pana do stu diabłów posłałem? To nie ja — to moja złość przeklęta. Co ja temu winien, jak ona przeze mnie gada? Przecie wiem, co to uszanowanie dla pana, a co nie.