I trącał go brodą w rękę, co miało znaczyć, że go całuje i przeprasza.

Taki akt skruchy niezwykłej wypływał z wewnętrznego przekonania, że się trochę zagalopował. Nuż by stary wziął na kieł i wypędził?

Ale stary nie brał na kieł. Uszczęśliwiony czułością Murka, gładził go po głowie i pytał:

— A cóż cię tak rozzłościło, moje dziecko?

Murek zmyślał tragiczną awanturę: To zgubił pieniądze, to mu je ukradli, pobito go przy tym i znieważono.

Skulski wierzył święcie.

Bezczelna szczerość Murka w niektórych razach i ta okoliczność, że mu się nigdy nie łasił i nie przymilał, imponowały mu.

— Szorstka trochę natura — myślał — ale prawa.

Wmawiał nawet w siebie, że chłopak kocha go bardziej, niż się z tym chce wydać. Toż zdarzają się takie wstydliwe w uczuciu natury. Sam tak mało sercem żyjąc, nie miał w tym względzie żadnej intuicji ani doświadczenia.

Czyż dziki odróżni krzyk kosa od śpiewu słowika? Wie tylko, że ptak jest od tego, aby śpiewał.