Przerwał mu inny sąsiad. Ten już coś znalazł.
— Najszanowniejszemu naszemu prezydentowi — rozpoczął tonem głębokiego wniknięcia w jądro sprawy — chodzi, jeżeli się nie mylę o jakiś szczęśliwy pomysł?
— Nie inaczej. Szanowny kolega bardzo to bystro pojął.
— A więc... Dzień kwiatka miał tak nad zwyczajne powodzenie. Ze względu na mroźną zimę proponowałbym: „Filiżankę herbaty”. Uproszone panie chodziłyby z czajnikami; panowie nosiliby filiżanki i cukier, samowary zaś...
Zaprotestowano jednomyślnie.
Nie! Nie! Tu potrzeba było czegoś na szeroką skałę. Jakiegoś zjazdu! Jakiejś wystawy! Ach, wystawy! One nigdy nie powszednieją. Byle tylko było co wystawiać. Ale w tym sęk!
Od czegóż jednak potęga, zwana viribys unitis285, i ta druga, ochrzczona nazwą emulacji. Ukłuci jej ostrogą, radni Bezradowa jak zaczęli radzić, tak istotnie uradzili coś nadzwyczajnego i nazajutrz olbrzymie plakaty, porozlepiane po rogach ulic i placach, obwieściły oszołomionej ludności niebywałą nowinę:
W dniu... Roku...
Otwarta zostanie Wielka, Powszechna
WYSTAWA KŁOPOTÓW.