Początkowo był zamiar dopuszczenia do udziału i krajów ościennych, ale okazało się, że i dla miejscowych kłopotów miejsca może zabraknąć. Uczyniono więc tylko wyjątek dla „Pawilonu Stolic”, w którym każde z ochrzczonych tą nazwą miast europejskich miało posiadać wspaniale urządzoną witrynę gwoli wystawieniu tego ze swoich Kłopotów, który uzna za najdokuczliwszy.
Bezradnów, w teorii pragnący wszystkim dogodzić, a w praktyce narażający się zwykle każdemu z osobna, tym razem wybrnął szczęśliwie ze swego dylematu, porozsyławszy zaproszenia, które wszędzie przyjęto skwapliwie. Bo, jeśli możność popisania się z własnym Kłopotem wydawała się dumniejszym stolicom jako zaszczyt wątpliwy, to nadzieja przypatrzenia się cudzym była tak ponętna, iż uznano ją za nieprzepartą.
Jakoż niektóre okazy znajdowały się już w drodze, gdy Liga Pokoju, na zwołanym ad hoc286 zjeździe w Hadze, uznała takowy popis jako groźny dla rozchybotanej i bez tego równowagi europejskiej i okazy cofnięto z drogi.
Ale i bez tego splendoru wystawa w dzień otwarcia odniosła niebywały tryumf.
Nad główną bramą umieszczono olbrzymi, widny o milę posąg Pandory (z papier maché287), otwierającej swą fatalną puszkę wielkości wagonu, z której za pomocą genialnie dowcipnej maszynerii wylatywał co dwie godziny maleńki aeroplanik z automatycznym lotnikiem i krążył nad całym placem dość nisko, aby publiczność zadarłszy głowy, mogła odczytać na uczepionej u nóg lotnika tablicy jaskrawymi literami wypisaną nazwę klęski, jaką przedstawiał.
Dla urozmaicenia repertuaru włączono w ich liczbę i takie, o których za czasów Epimeteusza, co się z tak niefortunną galanterią względem Pandory pokwapił, nie miano nawet najsłabszego pojęcia.
Tu nawiasowo dodać można, że Niedołęgowie mieli patriotyczne pretensje do Pandory, a uczeni ich dowodzili jak na dłoni, że skoro ona była pierwszą kobietą na świecie (na co nawet zgadzały się greckie podania), musiała być tym samym czystej krwi Niedołężanką. Ale dla lepszego zadokumentowania tego faktu miasto Bezradnów zostało zbudowane pod jej wezwaniem i wielce się tym patronatem szczyciło.
Ale, wracając do puszki. Wśród takich archaicznych zabytków, jak głód, wojna, zaraza, krążyły na skrzydłach aeroplaników i mniej zgodne z mitologią, ale za to wybornie ducha czasu ilustrujące utrapienia.
Słychać więc było tylko krzyżujące się okrzyki:
— Patrzcie! Patrzcie! Leci Giełda!