I z tymi łzami, z wolna spływającymi na policzki, z całą przeistoczoną postacią, jakby kornie naprzód podaną, a jednocześnie z wyrazem nieopisanego tryumfu i uszczęśliwienia odkłoniła się młodej Polce.
Potem, szybko pociągnąwszy swą osłupiałą ze zdumienia towarzyszkę, zniknęła w tłumie.
Ale przy stolikach zauważono tę małą scenę i jakiś szmer rozszedł się dokoła. Oczy wszystkich gości zwróciły się na panią Walunię.
Tadeusz pochylił się ku żonie gniewny.
— Walo! Czyś ty oszalała?
Ona podniosła na niego promienne spojrzenie.
— Nie, Duśku. Tylko ta kobieta dała mi dowód takiej dobroci i delikatności uczuć, na jaki może nie zdobyłaby się niejedna z dam naszego świata. I dlatego nie mogę zapłacić jej za to niewdzięcznością i pogardą.
A widząc, że mąż wciąż siedzi zasępiony, położyła mu pieszczotliwie malutką dłoń na ręku i szepnęła miękko:
— Duśku! Najdroższy! Rozchmurz się. Ja cię tak bardzo kocham.
I Dusiek, jako będący w fazie, w której podobne dotknięcia i szepty posiadają władzę czarodziejskiej różdżki, nie tylko rozchmurzył się, ale wpadł w jak najlepszy humor.