W takim stanie rzeczy, pewnej parze małżeńskiej, bardzo długo bezdzietnej, urodziło się najniespodziewaniej101 dziecko.
Dzisiaj pierwszą myślą ludzi, których los obdarza potomstwem u progu starości, jest troska, czy, aby zdołają je wychować.
Ale rodzice owego dziecka, dalecy od radosnych uczuć Zachariasza i Elżbiety, przyjęli to spóźnione błogosławieństwo filozoficznie.
— Skoro przyszło na świat — powiedział mąż do żony — to zapewne da sobie na ziemi radę.
A żona powiedziała do męża:
— Masz słuszność — czyli słowa, których jako żywo dzisiejsi mężowie nie zwykli słyszeć z ust swoich połowic102.
I zaczęli naradzać się nad wyborem imienia dla maleństwa, co nie było rzeczą łatwą, ile, że jak się okazało, urodziło się ono bezpłciowym; rodzice zaś nie tylko nie zamierzali ukrywać tego faktu, lecz, przeciwnie, chcieli, aby wszyscy mogli się od razu domyślać. Należało więc wybrać imię nijakie.
— Nazwijmy je Złoto — zaproponowała matka.
— Hm! — odpowiedział ojciec — Lękam się, czy imię to nie da pola do większych jeszcze nieporozumień. Wiesz przecież, że nasze dziecko nie będzie mogło nigdy wstąpić w związki małżeńskie. A gdy zaczniemy wołać na nie „Złoto”, drzwi nam się nie zamkną od swatów. Bo Złoto zawsze i wszędzie jest pożądane, a najbardziej w małżeństwie.
— Masz słuszność — przytaknęła znowu żona ze spokojnym przejęciem.