On nie odwracał się nigdy. Szedł swobodnym, sprężystym krokiem życiowego tryumfatora, a ona stała bez ruchu, w jakimś martwym przerażeniu jak istota, którą pozbawiają światła i powietrza.
Raz po takiej wizycie zobaczyłam, że słania się i z wolna osuwa na ziemię. Bez namysłu wbiegłam do jej pokoju i podniosłam na wpół zemdloną. Z początku próbowała tłumaczyć swój stan jakimś chorobliwym osłabieniem, widocznie jednak nie mogła pohamować tego nadmiaru namiętności i męki, rozsadzającego jej piersi, po raz pierwszy wyraźnie, bez osłonek otwarła przede mną to biedne, zbyt późno zbudzone serce.
Był po raz ostatni! Jutro popołudniowym pociągiem odjeżdża... A ona... może go już nigdy nie zobaczy. I nie ma żadnego prawa spodziewać się tego... o! Wie aż nadto dobrze, że to co czuje jest wielkim grzechem, i że za to potępioną będzie, ale nie umie... nie potrafi i... nie chce zabijać w sobie tej miłości. Tak! Nie chce. To jej najwyższe dobro... jedyne... Zresztą niczego nie żąda. Chciałaby tylko raz jeszcze zobaczyć go i... i... jeżeli zdobyłaby się na tyle odwagi, wyznać mu... Niechby17 wiedział. Już i tak nie zobaczą się więcej. Czuje to. Ale jej lżej byłoby umierać z tą myślą, że on wie i że może czasem pomyśli o niej. Ach! Raz jeszcze, raz jeszcze jeden... ostatni!
Zaczęłam pocieszać biedaczkę, wzruszona sama gwałtownością jej rozpaczy.
Wszak mogą się spotkać jeszcze jutro na promenadzie. W Meranie wszyscy się wciąż ze sobą spotykają.
Uczepiła się tej myśli, jak gdyby to było jakieś nadzwyczajne odkrycie.
— Prawda! Prawda! — szeptała, ściskając mi ręce. — Że też nie pomyślałam o tym. Jaka pani dobra! Tak, jutro... On mieszka w Meranerhofie. Może Bóg pozwoli, może...
Jakoż nazajutrz przyszedłszy na ranną muzykę, zobaczyłam ją siedzącą w najwyższym rzędzie ustawionych amfiteatralnie ławek i zapatrzoną w widzialny stąd po drugiej stronie Passery18 olbrzymi hotel. Podeszłam do niej z moją torebką winogron a wnet potem zjawił się pan Emil ze swoją. Zaczęliśmy spożywać nasze ranne porcje.
Pani Idalia kilkakrotnie otwierała usta, nim zdobyła się na nieśmiałe zapytanie:
— Nie widział pan doktora?