Usłyszała je natomiast dziewczyna, odwróciła się raptownie i wtedy stała się rzecz nieprzewidziana.
Pierzchliwe Dziecko znalazło się pomiędzy piersiami dziewczyny i chłopca, jak w samotrzasku, a oni instynktownie wyciągnęli ramiona i spletli je silnie, aby im się nie wymknął mały, cudny jeniec.
— Mam cię! — zawołała radośnie dziewczyna.
— Mam cię! — wykrzyknął jednocześnie chłopiec. — Trzymajmy je, bo nam ucieknie.
Ale Dziecko nie myślało uciekać. Wspięło się na paluszki, i trzęsąc złocistymi kędziorami, przytuliło mocno jedno uszko do serca dziewczyny, a drugie do serca chłopca i słuchało uśmiechnięte jak oba biją prędko, prędko, a jakby jednym tętnem. Potem podniosło w górę rączki, do płatków białej róży podobne, otoczyło nimi szyje dziewczyny i chłopca, i leciuchno111 zaczęło nachylać ku sobie ich twarze, które oblewał war zbudzonej nagle do życia młodej krwi.
— Zostanę z wami na zawsze — wyszeptało — jeżeli nazwiecie mnie po imieniu.
Ale już koralowe wargi chłopca dotknęły rozchylonych usteczek dziewczyny i nastąpiła długa cisza, która zapachniała w powietrzu, jak świeżo rozkwitła róża.
A Dziecko uśmiechało się wciąż nieruchome, oplatając rączętami szyje kochanków. Aż o jego przytulone do serc tych dwojga uszka obił się zmieszany szept dwu upojonych rozkoszą głosów:
— Ty!... Szczęście!
I z tą chwilą skończyły się czasy nijakie na ziemi.