Ela skończyła rozdawać karty i układała je powoli z wyrazem Sybilli, dumającej nad księgami przeznaczeń!
— Ksiądz proboszcz się chwali — wymówiła.
I znowu wśród słowiczych trelów ozwał się tak harmonijnie dźwięczący z tą orkiestrą duet:
— Pięć kart w treflach.
— Na ilu?
— Na dziewięciu.
— Dobre.
— Terc wielki!
— Kwarta!
Stałem słuchając z uśmiechem na ustach. Ominęło mnie już poetyczne usposobienie i ta para grająca wydawała mi się teraz szczerze zabawną, gdy sobie tak przez stół ciskała techniczne wyrazy niby piłki.