Waldemar mówił spokojnie, ale chłopak się gorączkował. Oczy jego ciskały gniewem.
— Ba! Pewno... Gdybym jednak miał miliony...
— To byś mnie nie interesował. Rozumiesz?
— Cóż to? Łaska?! — krzyknął Bodzio, nie panując już nad sobą.
Waldemar spojrzał na niego wzrokiem trochę rozbawionym.
— Mój chłopcze, idź spać, radzę ci z duszy.
Bohdan postał chwilę, oddychał prędko, jakby wyładowując gniew, potem wybiegł z pokoju bez słowa.
Po jakimś czasie niespodziewanie wrócił. Minę miał uroczystą.
— Wuju — rzekł głosem zabawnie smętnym — proszę cię, abyś zapowiedział całej swej służbie, żeby mnie nie nazywali jasnym panem. Jestem płatnym praktykantem, służę jak oni wszyscy: tytuły zbyteczne.
Waldemar z trudnością powstrzymał śmiech.