Bodzio się zmieszał.
— Dlaczego?
— Bo nie jesteś gościem w Głębowiczach, lecz praktykantem, więc na warunkach praktykantów. Masz swego wierzchowca, jak każdy z tych panów, wyjątków dla ciebie robić nie mogę.
— Przecie konia nie zmarnuję — burknął Bohdan zły.
— Nie o to chodzi.
Młodzieniec stanął przed ordynatem, usta mu drżały. Zawołał gniewnie:
— Czy ja jestem kuzynem wuja, czy nie?!
— Owszem, jesteś nawet Michorowskim.
— Ach! Więc sądzę, że pewne prawa dla mnie powinny być... uwzględnione.
— Nie, mój drogi. Jesteś moim kuzynem, lecz i pracownikiem. Zatem wyróżniać cię od innych dla nazwiska nie będę.