Szyderczy śmiech mignął na jej ustach. Bohdan inaczej go zrozumiał. Rzucił się z zacietrzewioną miną.
— Jak to? Przyjmiesz księcia, kochając ordynata?!
Lucia spojrzała na niego groźnie.
— Dość już! Proszę iść, kuzynie.
W drugim pokoju rozległy się prędkie kroki. Bodzio skoczył przestraszony.
— Ojej! Pewno ciotka! Kuzynko, ratuj, żeby mnie tu nie widziała: odgadnie!
Rozejrzał się dookoła i nie widząc innych drzwi, przykucnął za chińskim parawanem.
Wszedł lokaj.
— Jaśnie pani baronowa prosi do sali.
— Te voilà!50 — szepnął Bodzio dość głośno.