— Jednak świetną była groza wybuchu! Ale cóż za widok! — mówił Michorowski.

Pani Rita popatrzyła na niego zdumiona.

— Podziwiam pana. W takich warunkach mógł pan zachwycać się widokiem?...

— No, jeszcze wtedy nie strzelano do mnie.

— Ależ sama groza... Okropność!

— Cóż pan zrobi z tym ptaszkiem, skoro wyzdrowieje? — zapytał Trestka.

— Ha! Pójdzie w świat. Może się poprawi...

W tej chwili przygalopował gorzelniany. Stanął przed ordynatem z wahaniem, mnąc kapelusz w ręku.

— Co tam nowego?

— Robotnicy chcą przeprosić pana ordynata — rzekł nieśmiało. — Wszyscy, co do jednego, są zawstydzeni i upokorzeni. Mówią, że ich obałamucono.