— Bardzo wierzę — rzekł ordynat — gdyż inaczej nie gubiliby samych siebie.
Gorzelniany spojrzał bystro i spuścił oczy.
— Czy mogą przeprosić?... — zapytał.
— Powiedz im pan: niech się najpierw wyśpią! Ja ich sam zawołam.
Gorzelniany skłonił się i odjechał.
— Jeśli istnieje państwo archanielskie, to na pewno u pana — zawołał hrabia Trestka. — Tym łajdakom udało się, że na pana trafili. Gdzie indziej poszliby wszyscy w dyby; nie mówiąc o agitatorze, który dawno witałby się z Abrahamem.
— Źle mówisz, drogi — przerwała hrabina. — Wątpię, czy gdzie indziej za taki strzał lud pragnąłby krwi agitatora. Pragnienie zemsty nad nim to dowód oślepienia tych mas, lecz i miłości dla ordynata.
— Jednak ferment musiał się dawno szerzyć?...
— O, tak! Z początku nie słuchano podjudzeń różnych wędrowców, zbito nawet paru; potem ogólny prąd pociągnął ku sobie. Dużo dopełniły broszury tajemnie rozdawane.
Ordynat umilkł, gdyż wiele osób z okolicy żegnało się z nim, odjeżdżając.