W zamku jednak nie położył się spać. Siedział w swym gabinecie, na fotelu, z głową opartą na ręku. Utonął wzrokiem w wiszącym naprzeciw portrecie zmarłej narzeczonej — i tak pozostał długie godziny.

V

W staroświeckim gabinecie w Słodkowcach cicho rozmawiało dwóch panów.

— Więc załatwiłeś z nimi polubownie? To dobrze, ale czy się nie rozzuchwalą? — pytał stary pan Maciej Michorowski.

— Zagroziłem wydaleniem w razie ponowienia buntu — odrzekł ordynat. Doszedłem całej sprawy: po prostu byli otumanieni. Zresztą nie oni podpalili. Główny błąd administracji, że pozwoliła na burzenie umysłów. Ostatecznie mnie się nie stała wielka krzywda... ale robotnicy poszkodowani bardzo. Pomimo energicznego ratunku cały dobytek poszedł z dymem.

— A ty ich pewno wspomożesz? — rzekł staruszek z uśmiechem.

— No, skoro nie rozpędziłem na cztery wiatry, to tym bardziej nie dam im zginąć z głodu. Młyny będę odbudowywał, więc robota dla nich jest na całe lato.

— I gorzelnię postawisz.

— Wątpię.

Ordynat zaczął chodzić wzdłuż gabinetu. Pan Maciej zamyślił się.