Wtem trzask, światło lampy.
Wszedł na taras hrabia Trestka i lokaj.
Waldemar i Lucia odskoczyli od siebie. Ona wściekła, on — jeszcze uratowany.
— Co się stało?...
Trestka przywitał ich w milczeniu.
— Nie dziwi was tak późna moja wizyta? — spytał, patrząc na nich ciekawie.
Waldemar oprzytomniał.
— Żona pańska?... — zawołał.
— Dziękuję, zdrowa. Mamy syna. Ale właśnie dlatego nie mogłem żony wzruszać. Chłopak urodził się nam rano; w południe otrzymałem depeszę. Oto ona.
Ordynat i Lucia przeczytali razem.