Wybiegła z pokoju.
Rozmowa z Jerzym ułożyła się od razu, bez wstępów.
— Pan chciał się ze mną pożegnać, więc pan wyjeżdża? — spytała Lucia po przywitaniu.
Brochwicz był jak martwy, obszyty w sztuczną obojętność.
— Tak, jadę jutro rano.
— Dokąd?
— To mniejsza...
— No, przecież nie na zdobycie bieguna?
Zmarszczył się, usta mu drgnęły.
— Czy nic lepszego nie ma mi pani do powiedzenia?