— Owszem... jeszcze coś — odrzekła Lucia innym tonem i usiadła na pluszowej kanapce.
Hrabia stał przy oknie, złożył ramiona na piersiach i patrzył na nią takim wzrokiem, jakby oczekując nowego szyderstwa.
Baronówna chwilę zmagała się ze sobą, po czym śmiało podniosła głowę.
— Czy pan mnie... stale kocha? — wypłynął cichy szept z jej ust.
Jerzy oburzył się.
— Pani wie o tym najlepiej!
— No, a ta... wenecjanka?... Ta, która usidliła pana na lagunach?
Głos Luci trochę syczał.
Brochwicz nie poruszył się, tylko ogień czerwony przefrunął przez jego twarz.
— Więc pani o tym wie? Więc panią to interesowało, może niepokoiło?