Bohdana myśl nagła tchnęła niemile.

„Ten obdartus... to ja!”

Wybuchnął złym śmiechem — i odszedł.

Niesmak potęgował się. Myśl buntowała uczucia. Słyszał wewnętrzny jej szept.

— Po co ty łazisz, biedaku zrujnowany? To już dla ciebie tylko świat snów. Po coś był na balu?... Ty: oficjalista! Pożegnaj się z wielkim światem, miej dumę... Nie bądź nędzarzem szukającym zmiłowania pod pańskim progiem...

— Porzuć złudzenia. Idź w swój istotny świat, o dawnym środowisku zapomnij.

Młodzieniec wstrząsnął się jak pod zimnym prysznicem. Duma wezbrana złością ugryzła go boleśnie.

— Prawda! Prawda! Po co ja tu?!

Żal niesłychany błagał o litość, ale trzeźwa rzeczywistość chłostała. Obowiązek zaczął go coraz ostrzej tyranizować swą mową.

— Przyjechałeś uczyć się, korzystać; płacą za ciebie, a ty: hulasz?!...