Serce zalała mu krew.
Duma cisnęła mu do oczu straszny widok zrujnowanego Czerczyna, matkę opuszczoną, biedną, bankrutkę po dwóch synach i jego samego ze zgiętym karkiem pod drzwiami magnackiego zamku. Cisnęła mu nędzę przyszłych upokorzeń, wiecznej żebraniny i pukania do łaskawości milionowego wuja, ordynata. Cisnęła mu wzgardę i niechęć.
Pokusa dawała mu słodkie nadzieje.
Duma rzucała obelgę.
Bohdan snuł się obok Burgu niby pijany. Chciał wyrwać pokusę z piersi, ale i dumę chciał odrzucić precz.
Obie mu dokuczały.
Zjawa upadłego Czerczyna zwyciężyła.
Michorowski stanowczym krokiem ruszył przed siebie, mijając pałac.
Wtem zobaczył, że chłopak z gazetami ucieka, ile sił starczy. Papiery rozpadały się po drodze.
Bodzio się obejrzał.