Szyldwach82 w bramie pałacu stał przed swą budką i prezentował broń.
Ukazał się odkryty powóz, w nim zaś cesarz i arcyksiężniczka Maria Beatrycza.
Młodzieniec stanął jak zdrętwiały.
Paru przechodzących mężczyzn odryło głowy w ukłonach.
Bohdanem szarpnął nagły wstyd. Wtem spotkał wzrok arcyksiężniczki. Wzrok chłodny, obojętny, matowy, taki sam, jakim patrzyła na szyldwacha w bramie. Zanim ochłonął, zobaczył już daleko lśniący powóz i duży kapelusz Beatryczy.
— Nie poznała mnie.
Śmiech szyderczy, wściekły, śmiech zwyciężonej dumy zatargał jego piersią.
— Dobrze ci tak, ośle!... — wyrzucił Bodzio przez zwarte zęby.
Jednocześnie uczuł ulgę niezmierną, jakby przebudzenie po śnie, w którym się topił. Odrodzony na nowo, z obrazem miłowanej idei w duszy, opuścił Burg. Wracał do realności.