W Wiedniu ordynat Waldemar Michorowski udał się przede wszystkim do hrabiego Dominika. Ten go uspokoił.
— Zaalarmowałem ordynata niepotrzebnie. Bohdan bywa wprawdzie wśród klubowców, ale się nie hazarduje. Węgierscy magnaci wciągają go w grę w karty, lecz daremnie, bo on zbyt powściągliwy.
Herbski opowiedział Waldemarowi parę faktów rzucających dobre światło na Bodzia. Młodzieniec umiał się zwalczyć.
Hrabia, prawie przekonany do niego, nie mógł się dość nadziwić zmianie, zaszłej w jego naturze. Mówił zdumiony, składając zwykłym ruchem splecione ręce na żołądku.
— Był urwis, teraz jest zuch. O! Inaczej określić go nie można. Ordynat dobrze mu przepowiedział: będzie z niego człowiek.
— A widzi hrabia! — odrzekł Michorowski z niezwykłym ożywieniem. — Ja go wcześniej przeczułem.
— No, narowy83 jeszcze ma — poprawił się Herbski — ale już mniej szkodliwe. Takie narowy...
— Michorowskich — dodał Waldemar.
Hrabia się skrzywił.
— Niezupełnie; mniej kulturalne. Ale może, może... Bohdanem kieruje jakaś idea, tylko trudno ją zbadać. Może miłość?...