— Ha! Ha! Przedwcześnie się martwię. Ja i... oklaski? Ja i... pomnik?... Sytość duchowa i zbytki tym podobne. Ha! To nie dla ciebie, Bodziu, ty tego nie osiągniesz.
Śmiał się trochę boleśnie i znowu rzekł, zaciskając dłonie.
— A jednak będę lazł do swego celu, zapatrzony w swą ideę, i dolezę. Choć, być może, całe życie na to poświęcę.
Ordynat i Herbski zamienili ze sobą spojrzenia. Ordynat rzekł:
— Wybacz mi, Bohdanie, niedyskrecję, lecz... powiedz mi... Mam pewne prawa zapytać się o to.
— Pytaj wuju.
— Powiedz mi, jaki jest twój główny cel i co jest ową ideą?
Bodzio zmarszczył brwi. Trochę się wahał, ociągał. Wreszcie rzekł odmiennym tonem:
— Chcę, wuju, z czasem, naturalnie, wyratować i odzyskać Czerczyn; oddać mamie jej sumę, wchłoniętą przez majątek, i Wiktora może... własnym przykładem ocalić. Chcę, aby Czerczyn stał się podobny do Głębowicz.
— I aby był pańską własnością?... — spytał ciekawie hrabia Dominik.