Bohdan zapłonął gniewem.
— Nie, zaborcą nie będę. To dziedzictwo Wiktora. Ja chcę ich ratować, ale nie okradać podstępnie. Swoje wybrałem.
Waldemar rozpromieniony spojrzał na przyjaciela.
— Oto jest idea i jego cel — rzekł ze wzruszeniem.
Bohdan spuścił oczy, trochę się zmieszał. Ordynat to zauważył.
„On jeszcze coś ukrywa” — pomyślał niespokojnie.
Herbski zdumiewał się, winszował młodzieńcowi zapału i szczerze życzył powodzenia.
Bodzio odpowiedział ze śmiechem:
— Panie hrabio. Dopiero zaczynam piąć się, jak niegdyś na zwierzyniecki płot w Głębowiczach. Ale mnie krzepi wiara, że cel opanuję. To duża siła.
— Tak, i twórcza — dodał Waldemar.