— A to pewnie pawilon. Kasjer zabity i hrabiostwo uciekli.
— Kto ci to mówił?
— Precz idzie słuch, jaśnie panie. Jechał stamtąd gajowy i mówił to samo.
— Czy on jest?
— Nie, pojechał.
— Niech natychmiast strzelec Jur jedzie do Szal, zobaczy i dowie się dokładnie! Prędko!
Służący wybiegł. Ordynat spojrzał na bladą twarz pana Macieja i rzekł spokojnie:
— Proszę się, dziadziu, nie przejmować... To jeszcze nic pewnego. Trochę w to wątpię: byłoby za prędko jedno po drugim.
Pan Maciej gorączkowo potrząsnął ramieniem. Oczy starca gorzały, na policzkach wystąpiły wypieki.
— Waldy, ja się boję o ciebie! Słyszysz?! Truchleję o ciebie... Takie czasy!