— Przyjechałem, aby ratować ciebie, kuzynko...

— Mnie... ratować?...

— Tak.

Lucia patrzyła, jakby nie rozumiejąc.

Przerażenie jej rosło.

Spazmatyczny śmiech runął jej z piersi.

— Mnie ratować?! Ha! ha! Za późno! Mój ślub za kilka dni.

— Otrzymałem zaproszenie i na szczęście zdążyłem, aby zerwać to małżeństwo. Nie wierzyłem do ostatniej chwili, że popełnisz taką... niegodziwość.

— Bohdanie!

— Tak, niegodziwość. Ale ja na ślub nie pozwalam! Ślub wasz się nie odbędzie, bo to byłoby zbrodnią.