Uczuł się zdeptany, upokorzony. Gdybyż tylko przez Lucię, ale tu winnym był głównie Bohdan! On, jak szatan-kusiciel, zjawił się tu niespodziewanie i siłą jakąś niezwykłą wywarł na niej wpływ, wydzierając mu szczęście.
Brochwiczowi, tak samo jak Luci, przyszedł na myśl ordynat, działający przez Bohdana. Ten podstęp, niegodny Waldemara, rozgoryczył Jerzego, zbudził w nim szalony gniew. Ale Brochwicz miał świadomość, że Luci już nie odzyska. Na razie egoizm przeważył, hrabia myślał o zemście za swoją porażkę, nie troszczył się o psychologię Luci i o jej los, siebie tylko widział, swoją odczuwał nędzę. Luci złorzeczył. Lecz przede wszystkim chciał prawdy. Co zaszło?
Jerzy, jak konający, ujrzał w wyobraźni cały szereg lat zawierających w sobie miłość nieszczęsną dla Luci. Tyle starań daremnych, tyle walk i udręki wewnętrznej, tyle rojeń słodkich, które oto już spełnić się miały. Wszystko zostało mirażem...
Marzenie, doprowadzone do progu szczęśliwości bezmiernej, okazało się złudą okropną. Gorzki fakt zajął miejsce nadziei, pielęgnowanej troskliwie. Ironia szydziła i nasuwała potworne myśli, ukazując zdarzenia minione w całej ich nagości. To, co wydawało się dawniej w barwach pastelowych, dziś było bezczelnie kolorowe. Brochwicz widział swe uczucia bez osłon. Zdawało mu się, że kocha Lucię miłością bardziej duchową, że przede wszystkim pragnie jej szczęścia. Uczucie to się wzmogło, gdy została jego narzeczoną. Bliskość małżeństwa pobudziła altruizm duchowy, widzenie własnego szczęścia spowodowało hojność niesłychaną, lecz bez określonych granic.
A teraz wszystko to umarło! Pozostała zawiść, że ukochana kobieta jest mu odebrana, że posiądzie ją ktoś inny. Instynkt zwierzęcy pędził do zemsty.
Zemsta powinna być wywarta na tym, kto go Luci pozbawił.
— Ale kto nim jest?...
Pozornie Bohdan — i on będzie odpowiadał. Jeśli poza nim jest zręcznie ukryty ordynat, to i on powinien ponieść karę.
Brochwicz zdławił rozpacz i postanowił działać.
Zaczął szukać sposobności zobaczenia się z Bohdanem na gruncie neutralnym. Wiedział, gdzie szukać Michorowskiego, i tegoż dnia spotkał go w jednej z sal Luwru.