Bohdan, ujrzawszy Brochwicza, zdziwił się, ale podszedł i wyciągnął rękę z powitaniem.
Hrabia cofnął swoją dłoń.
Michorowski zapłonął.
„Chce ze mną awantury” — pomyślał.
Patrzyli na siebie przez chwilę.
Wreszcie Bodzio przemówił:
— Wiem, jaki jest powód pańskiego zachowania się, i dlatego wybaczam je hrabiemu. Gorycz bywa tak silna, że skłania nawet do niegrzeczności.
— Więc pan sądzi, że ja popełniłem tylko niegrzeczność i że nie podaję panu ręki bez powodu? — spytał Brochwicz głosem wprost policzkującym.
— Tak. Hrabia powinien być trzeźwiejszy i nie szafować obelgą bez racji.
Jerzy się zdumiał. Pewność siebie Bohdana zaniepokoiła go.