— Pan intrygami swymi zerwał moje małżeństwo!

— Owszem, skłoniłem do tego baronównę. Przekonałem ją, że popełnia czyn bardzo ryzykowny i nierozważny.

— Jakie pan miał do tego prawo?! — w uniesieniu zawołał Brochwicz.

— Prawo uczciwości.

— Czy pan działał za siebie... czy za kogoś?

— Wyłącznie z własnej inicjatywy.

— Więc jak mam pana nazwać?... — wybuchnął Jerzy.

— Hrabio, proszę się uspokoić. Ja was oboje ocaliłem. Wchodziliście w nieszczęście bez zastanowienia. Lucia pana nigdy nie kochała i nie kocha. Nie mogło się stać to, do czegoście dążyli.

— I pan zostałeś aniołem stróżem Luci, pasterzem jej i mojej moralności. Zbytek łaski! Interwencja pańska jest nikczemna i śmieszna.

Bodzio panował nad sobą, ale czuł, że się wyczerpuje.