Mówią: kochać — to żyć! Paradoks.

Kochać — to morfina; bez niej zamiera się, a nią się zatruwa.

Kochać z wzajemnością to szczęście wielkie, to odurzenie narkotyczne.

Kochać bez wzajemności to trąd, śmierć, to gorsze od śmierci.

Ale kochać i bez wzajemności, i bez jednego atomu nadziei, to powolna, okrutna agonia.

Zazdrość szarpała Brochwiczem. Zabiorą mu Lucię... I kto ją zabierze? Gdybyż umarła... Gdybyż nikt nie miał do niej prawa!

Egoizm i mściwość podniecały się w duszy Jerzego. Ale zastanowienie przemawiało ciszej wprawdzie, lecz samowolniej.

Brochwicz zmagał się ze sobą.

Wieczorem oznajmiono mu nadejście dwóch panów. Nazwiska ich objaśniły Jerzego.

„Sekundanci Bohdana” — pomyślał.