Jerzy, niezmiernie ujęty, ręce wyciągnął do Bodzia szczerze i serdecznie.
— Więc mi pan wybacza? — spytał.
— Tak, chcę, abyśmy się rozstali w zgodzie bez przykrych wspomnień. Zatuszujmy je. Chciałem pana zabić, teraz pragnę zgody.
Uścisnęli się przyjaźnie.
Brochwicz chciał wyczerpać sprawę. Rzekł ze wzruszeniem:
— Drogi nasze rozchodzą się, może na zawsze: kto wie? Proszę pana pożegnać ode mnie baronównę i księżną. Nie mogę spełnić tego osobiście. Ale... pan mi nie odmówi ostatniego pytania. Jestem w prawie zadać je panu.
Bodzio przeczuł dalszy ciąg.
— Proszę!
— Pan... kocha ją. Czy tak?!
— Kocham! — odrzekł Bodzio śmiało i dumnie.