A ptaszyna śpiewała nad nimi hymn weselny. Po czym uniosła się w powietrze, lecąc wprost na łono jutrzenki.
Bohdan i Lucia zamienili ze sobą słowa pożegnalne.
LII
Pan Maciej Michorowski po drażliwej rozmowie z Waldemarem, w której raz jeszcze powracał do nieszczęsnej sprawy małżeństwa ordynata, uczuł się zrozpaczony.
Starzec trząsł się konwulsyjnie. Suche ręce oderwał od fotelowego oparcia i drżące wyciągnął do Waldemara.
— Co będzie... Co będzie, na Boga?!
Ordynat utkwił w nim spokojne oczy.
— Ze mną, dziadziu, czy z ordynacją?...
— Ach! — krzyknął pan Maciej.
Rozwarte jego palce skuliły się, ramiona opadły.