— O tu: spisane; może jasny ordynat przeczyta.

Michorowski wziął papier i przebiegł go wzrokiem.

— Te warunki są niemożliwe. Pobieracie pensje i ordynarie takie same jak w dobrach ordynackich, zatem wystarczające. Ja swoim ludziom nie podwyższam i wy nie możecie o to prosić. Tym bardziej, że nie zasługujecie na to.

— My u jasnego pana woleliby za pół ceny służyć niż u hrabiego za całą — odezwały się głosy.

— Niech pan hrabia podwyższy i zapłaci, co zaległe, to pójdziem do roboty.

— A jak nie: to nie! — krzyknął drugi rozrzutnie, ale inni wepchnęli go do środka gromady, zamykając mu usta.

— Odkąd się wam należy? — spytał ordynat.

— Od adwentu, jasny panie.

— Dobrze! Dziś będziecie opłaceni i... jesteście wolni. Od pierwszego kwietnia możecie znaleźć miejsce. Tu potrzeba ludzi spokojnych.

— Wprowadź ich do kancelarii pana kasjera.