Michorowski mu przerwał, odciągając na stronę. Szepnął po francusku.
— Proszę odejść. Nie tak pana uczyłem. Dość kompromitacji.
Tyle było siły w słowach ordynata, że Trestka zmieszał się, spuścił głowę i wolno wyszedł.
Michorowski zimny wzrok skierował na wyprostowaną gromadę służby. Spytał spokojnie.
— Czego chcecie?
Twarze spokorniały jeszcze bardziej. Gnieciono w rękach czapki, przestępując z nogi na nogę. Najśmielszy zaczął.
— My... jasny panie... my tu wspólnie... my tu przyszli gromadą...
— Widzę, że was dużo, ale czego chcecie?
— My chcemy podwyżki.
— Jakiej?