Przez chwilę milczeli.
— Upewnić?... Czy ja się mogę upewnić?... Ja zupełnie nic nie wiem — rzekł Brochwicz.
— Nie rozmawiałeś z nią o tym nigdy?
— Nie.
— Jednak ona również wie.
— I...?
— No, nie zwierzała mi się, trudno odgadnąć.
Brochwicz przeciągnął dłonią po swych gęstych, jasnych włosach.
— Ty, Waldy, przeczułeś, ale nie wiesz, jak ją kocham. Tak jakoś powstało z niczego. Z tej dziewczyny wyrósł kwiat wonny: może nie dla mnie... Ona kocha... kocha... na pewno; tylko... zdaje się, nie mnie!...
Ordynat popatrzył badawczo w oczy przyjaciela.