Już był podniecony ideą ocalenia zbłąkanych tłumów.

Ostrogami trącił Apolla, ruszył w huczące masy ludu, w burzę ognia i dymów.

Lecz powstrzymał go olbrzymi Jur, chwytając konia za uzdę.

— Jaśnie panie!... Tam nie można... tam grożą... przeklinają.

Ordynat parł naprzód.

— Kogo przeklinają? Mnie?

— Jaśnie pana... to podlecy3.

— No, dobrze. Mówiłem ci: ratować mieszkania! Ruszaj do pożaru!

— Jaśnie panie...

— Ruszaj!...