Ale o tym nikt jeszcze nie wiedział.
Groza wisiała.
Ordynat otworzył szeroko oczy.
— Co to?... — spytał nieprzytomnie.
Zerwali się wszyscy, pełni strachu, ale bez szelestu.
— Co to?... Kto jest? — powtórzył chory.
Lucia pochyliła się jak senna.
— Ja jestem... Waldy...
— A!... Stefcia! Widzisz... Wróciłaś...
Głucha cisza.