Jeden z lekarzy wziął jej rękę.
— Baronówno, przytomności trochę. Zło przeszło. Spokoju.
— Stefciu... zo... staniesz? — spytał chory, zasypiając.
Rzuciła się na kolana przed łóżkiem, całując jego ręce:
— Zostanę... na zawsze! — jęknęła.
XIV
Przyjście do przytomności nastąpiło prędko. Przez parę dni po przesileniu ordynat jeszcze chwilami majaczył, rozmawiał ze zmarłą Stefcią w osobie Luci, tulił ją do siebie. Ale chwilami marszczył się, patrząc na nią, nawet raz odepchnął ją brutalnie. A gdy ona, nie rozumiejąc, przemówiła do niego łagodnie, prawie pokornie, i zapytała, czemu ją odpycha, odpowiedział szorstko:
— Jesteś podobna do Luci! Nie chcę cię taką; bądź sobą!
Dziewczynie łzy gorzkie bezwiednie spadły z oczu. Zanim je otarła, on je zobaczył. Wzruszył się. Wyciągnął do niej ręce.
— Ale ja cię kocham... Stefciu moja... Tylko... czemuś ty taka do Luci podobna?...