Podał jej rozkwitły, woniejący pęk, ogarniając postać dziewczyny gorącym spojrzeniem.
— Czy pani lubi smutne historie? — dodał prędko, chcąc przywrócić jej swobodę, bo spostrzegł, że biorąc kwiaty, zmieszała się.
— O tak, lubię... Dziękuję panu za róże. Śliczne!
— Więc opowiem pani historię babki, ale uprzedzam, że smutna, bo babka miała wiele cierpień w życiu.
— Wyjdźmy stąd — rzekła Stefcia — będą nas szukać.
— Wszyscy grają w tenisa i są zadowoleni. Nie widzę racji im przeszkadzać.
— Ale Lucia sama. Może mnie potrzebować.
— Co do Luci mogę panią zapewnić, że się dobrze bawi z Wilusiem Szeligą. Pozostaniemy tu.
— Nie, nie! Trzeba iść.
Podbiegła do drzwi. Waldemar zastąpił jej drogę i rzekł energicznie: