— W tej sali panują prawa feudalne! Nie puszczę pani: historię babki trzeba wysłuchać przed jej portretem... Jest pani w tej chwili moją wasalką186.
Stefcia komicznym ruchem załamała ręce.
— Suwerenie187, zlituj się! Uwolnij mnie! — zawołała wesoło.
— O nie, żadnej łaski. Jest pani w mej mocy, nikt cię nie wyzwoli, gdy ja nie zechcę. Mam za sobą całe szeregi popleczników.
Wskazał na portrety.
— Ależ oni mnie nie chcą, wypędzają!...
Waldemar pochylił się do niej i rzekł z naciskiem:
— Gdy ja zechcę, oni zechcieć muszą!
Stefcia zaczęła tracić pewność siebie. Postanowiła wyjść koniecznie.
Lecz w tej chwili zaszło coś dziwnego. Oto w parku rozległ się krzyk, głos wpadł do sali i akustyczne ściany powtórzyły go kilkakrotnie. Zdawało się, jakby portrety przemówiły. Na Stefci, rozstrojonej do najwyższego stopnia, głos ten po słowach Waldemara zrobił wrażenie wprost piorunujące. Rzuciła się naprzód z okrzykiem przestrachu.