— Będziecie co jeść?

Spojrzeli po sobie.

— Chyba nie, jesteśmy po kolacji.

— Ja jem ostrygi — rzekł Brochwicz.

— No, ostrygi można i homary.

— Ostrygi, homary i szampan! — rzekł Waldemar lokajowi.

Brochwicz pociągnął Michorowskiego za rękaw i szepnął:

— Waldy, przyjrzyj się tej bandzie Cyganek. Pikantne, co?... Szczególnie ta w cekinach: oczy ma jak Wezuwiusze! A Hiszpanki? Mnia, mnia! Ho, Hofman popisał się, frontowe okazy!

Waldemar spojrzał przez półotwarte drzwi i lekko wzruszył ramionami.

— Fertyczne290 papugi — rzekł, częstując towarzyszy cygarami.