Brochwicz rozgniewał się.
— Diablo jesteś lakoniczny!
Wszedł książę Zaniecki ojciec, hrabia Morykoni, zięć księżnej Podhoreckiej, i książę Franciszek Podhorecki. Za nimi majestatycznym krokiem wtoczył się hrabia Barski. Wniesiono szampana, kilku panów podeszło do stołu. Ordynat wypił kielich wina i rzucił się na fotel. Palił cygaro w milczeniu.
Muzyka grała w sali dziko i hucznie.
— Wracam do swego — rzekł ordynat. — Czy uważaliście, panowie, dziś, w czasie rozdawania nagród, jeden fakt? Co was uderzyło?...
— Układna mina gubernatora, gdy ci wręczał medale, i zdziwione oczy Trestki, gdy mu nic nie dano — rzekł Brochwicz.
— Hrabia Trestka dostał pochwalny liścik, o ile wiem — wtrącił książę Zaniecki.
— Ho, ho, ho!
Waldemar puścił kłąb dymu.
— Nie żartujcie! Ale fanfary nie zdziwiły was?...