Odstąpił krok w tył, usta mu zadrżały irytacją.

— Wero! Nie jesteśmy w Palazzo Silva. Zastanów się!

— Zapomniałeś o mnie? Zapomniałeś!...

Gniew błysnął mu w oczach.

— Margrabino, proszę się uspokoić — rzekł z naciskiem.

Wyprostowała się dumnie, zimne spojrzenie przesunęła po jego postaci.

— Ja jestem spokojna, tylko chcę panu coś powiedzieć. Więcej się w tym czasie nie zobaczymy: jutro jadę.

— Słucham — rzekł oschle.

Wsunęła rękę pod jego ramię i weszła z nim do narożnego gabinetu, zamykając drzwi.

Ordynat patrzył na nią spod rzęs. Ironiczny uśmieszek drgał mu na ustach, oczy zaświeciły humorem. Margrabina stanęła tuż przy nim, dotykając go piersią. Obnażone, pachnące ramiona gwałtownie zarzuciła mu na szyję, wargi wpiła w jego usta, szepcząc: