— Kocham cię zawsze, pragnę cię! Przyjeżdżaj do Rzymu, jestem twoja... twoja... bierz mnie!...

Odsunął ją od siebie trochę szorstko.

— Wero, nie przypominaj minionych dni. One już są poza teraźniejszością.

— Zaśniedziałeś w tym kraju. Przyjeżdżaj do Palazzo Silva, tam u nas, pamiętasz?... Paliowy307 buduar...

Ogarniała go coraz mocniej ramionami, cisnęła się do niego z palącą siłą pożądania, twarz mu zalewając ognistym oddechem.

— Wero, to już cztery lata; powinnaś zapomnieć o mnie i o paliowym buduarze — rzekł znudzony.

— A ty zapomniałeś?...

— Prawie.

— Więc niech ci się przypomni! Patrz, czym nie ta sama? Kocham cię jednakowo, pragnę ciebie i marzę o tobie. Patrz!...

Odchyliła głowę i mrużąc podłużne oczy, zalotnie błysnęła ustami, ukazując szereg białych zębów.