— Teraz niech nas pokryje mgła...
Waldemar pochylił się i rzekł już spokojnie:
— Tylko panią. Ja odchodzę. Proszę się dobrze bawić w Petersburgu.
Puścił ją i odstąpił.
Wera zerwała się i usiadła. Twarz jej zaszła purpurą.
— Odchodzisz?!
— Tak. Wypaliłem cygaro.
Ukłonił się i wyszedł z cichym, ironicznym śmiechem.
W sali zapytał go młody hrabia Mortęski:
— Gdzie moja kuzynka, ordynacie?