— Panie, bez tego! Niech mnie pan nie męczy. Mnie co innego w głowie.
— Zawsze ordynat?
Spojrzała mu śmiało w oczy.
— Tak, pragnę dla niego szczęścia.
— On je tam znajdzie w tej, którą kocha.
— Ale ja mu chcę dopomóc, czym mogę, choćby wpływami na ciocię, choćby kosztem własnego szczęścia.
Trestka zwiesił głowę.
Długi czas trwało milczenie. Panna Rita patrzała na ogień. Trestka bawił się binoklami i świecąc nimi w blasku płomienia, nie spuszczał z oczu bladej twarzy i apatycznych ust panny Szeliżanki.
Cicho zapytał:
— Czy z panną Stefanią już po słowie? Ordynat jej się oświadczył?