Stefcia rozśmiała się.
— Dlaczego, babciu?
Wtem zastukano do drzwi. Księżna spytała ostro:
— Kto tam?
— Ja, Waldemar.
Staruszka prędko powstała, idąc otwierać drzwi. Stefcia posunęła się za nią.
Ordynat wszedł ze słowami:
— Szukam pań po całym zamku. Ukryłyście się dobrze, ale...
Umilkł, ujrzawszy Stefcię w diademie z brylantów. Popatrzył chwilę. W oczach mu błysnął zachwyt, radość, tryumf. Podszedł bliziutko i rozjaśniony wziął jej dłonie.
— Cudzie mój, jesteś jak zjawisko!