— Prawda, jak jej dobrze w tych klejnotach? — podchwyciła księżna.
— Bosko, bosko! — powtarzał Waldemar, ściskając ręce narzeczonej. — Chciałbym, aby cię teraz widzieli wszyscy...
Zawahał się.
— Co ci zazdroszczą — dokończył.
— Nie wyglądam jak kopciuszek w przebraniu? — spytała Stefcia trochę kokieteryjnie.
Księżna zaśmiała się. Waldemar ucałował jej ręce.
— Jesteś jak królowa, tylko brak stosownej sukni, kolii i tych tam dodatków do uszu i rąk, no... i płaszcza gronostajowego! Gdy cię tak ubiorę, podbijesz świat!
— Ale najwięcej króla — szepnęła Stefcia z ładnym pochyleniem głowy.
— Oj, ty łobuzie! — pogroziła jej księżna.
— Króla oczarowałaś w codziennej sukience i w koralach, które mi są droższe od całego tego sezamu — rzekł Waldemar, wskazując na stół z klejnotami.