Wszyscy się roześmiali. Rita wzruszyła ramionami.
— Och, mało mnie to obchodzi! Staję tylko w obronie flirtu.
— Bo go pani adoruje.
— Nie, ale go lubię.
— Występny chwast, stworzony przez jakiegoś demona...
— Tylko przeniesiony do nas z dworów Ludwików francuskich — odezwała się wesoło Stefcia — bo tam chyba został wynaleziony.
— Przez upudrowane głowy markizów i vicomtów58 — wtrącił Waldemar.
— Albo przez kwiaciarki uliczne i roznosicieli gazet — rzekł Trestka i machnął ręką.
— Ależ panie, flirt jest wytworem salonów, nie ulicy — zaprzeczyła Stefcia.
Hrabia Morykoni bystro popatrzał na nią, przechylił się przez stół i zapytał: