— Obiecujący płomień!
Stefcia zaróżowiła się jeszcze silniej.
— Rozkoszna moja!
Wtem spadła zasłona.
Waldemar oprzytomniał. Stefcia, mrużąc oczy z powodu mnóstwa świateł, spojrzała na Ritę i Trestkę. Zauważyła, że i oni są pod jakimś wrażeniem.
Zabrzmiały oklaski i wywoływania. Artystka zbierała hołdy, kłaniając się z wdziękiem.
Nagle zaszumiało w teatrze. Publika wstawała z krzeseł. W lożach mieniło się od czarnych fraków wchodzących i wychodzących panów. Orkiestra zaczęła grać.
— Jesteś pod pręgierzem spojrzeń — rzekła księżna do Stefci.
Dziewczyna zmieszała się, wzięła z poręczy loży bukiet storczyków i przysunęła go sobie do ust.
Nachylił się nad nią Waldemar.